Spojrzenie karmiące

Ktoś mądry powiedział, że gdy widzisz człowiek takim jaki on jest, czynisz go gorszym; gdy widzisz go takim jaki może być, czynisz go lepszym. Czyli nasze spojrzenie ma moc wydobywania potencjału, wzmacniania w ludziach tego co w nich najlepsze. Albo gdy skupiamy się na krytyce i obwinianiu, wtedy wzmacniamy to co negatywne i trudne.

Nasze słowa mają moc, nasze myśli mają moc i samo spojrzenie też może dużo zmienić. Najłatwiej zobaczyć to na przykładzie dzieci; jeśli jedno z nich wciąż się je upomina, karci, krytykuje, ocenia, a drugie zachęca, wspiera, docenia, chwali – to od razu widzimy jak to się przekłada na ich zdanie o sobie, o swoich zdolnościach, i na wiarę w siebie lub jej brak.

To co jest karmione wzrasta i staje się silne. Jakim byłby świat i ludzie wokół nas gdybyśmy zamiast wciąż oskarżać, patrzyli na nich tylko z miłością?

Doskonałość w ciele

Każde doszukiwanie się niedoskonałości w naszych ciałach jest podważaniem piękna stworzenia. Oceniamy, krytykujemy, osądzamy. Uważamy, że wciąż jesteśmy wybrakowani w jakiś sposób, że pewne części naszego ciała są brzydkie i należy się ich wstydzić, ukrywać, tuszować. Ale przecież Bóg nie stworzył niedoróbek. Jeśli tylko spojrzymy na nasze ciało bez uprzedzeń, to zobaczymy miłość, która ukazuje wszystko pięknym i doskonałym. Jeśli wybierzemy to spojrzenie, to odpadną od nas te wszystkie kompleksy, niedowartościowania, porównywania z innymi, starania się aby dopasować się do oczekiwań i szufladek narzuconych nam przez świat.

Zobaczymy doskonałość w różnorodności, w tym jak każdy różni się od innych. Zacznie rozkwitać nasz indywidualny potencjał. Bo nie poznaliśmy jeszcze naszej doskonałości, jeśli nasze spojrzenie jest wypaczone, jeśli jest w nim ocena, niechęć, nienawiść, zazdrość. To my sami, naszymi myślami wpływamy na to jacy jesteśmy, jak postrzegamy siebie i świat. Myśli mają potężną moc, ale zawsze można je zmienić. Większość z nich, tak jak cała nasza tożsamość, została ukształtowana w dzieciństwie i też przez późniejsze doświadczenia. Dlatego skoro zostały one wyuczone, to można ich się oduczyć.

Minimalizm – przemyślenia

Tak się zastanawiałam ostatnio nad minimalizmem – aby mieć mniej rzeczy i stawiać na jakość zamiast ilość, aby ograniczyć konsumpcję i poprzestać tylko na tym co najpotrzebniejsze. I jest to dla mnie ciekawa filozofia, bo lubię upraszczać, a nadmiar rzeczy zawsze mnie przytłaczał. A ponieważ żyję w dużym mieście, więc moja uwaga jest nieustannie rozpraszana przez dźwięki, obrazy, a przede wszystkim reklamy. Wokół jest mnóstwo bodźców i nacisk zbiorowej świadomości ludzi na to aby kupować więcej, zarabiać więcej, dostosować się do wymogów obowiązujących trendów. A ja wiem, że w tym nie odnajdę szczęścia, tylko wieczne niespełnienie.

A gdy obrastamy zbędnymi rzeczami, niepotrzebną wiedzą, to tracimy to co najbardziej cenne. Przestajemy czuć siebie, gubimy się w tym ogromie rzeczy materialnych. I zapominamy, że jesteśmy czymś dużo ważniejszym niż ciało i potrzeby posiadania. Jesteśmy świadomością, istotą czującą, stworzoną na obraz i podobieństwo Boga, a popadamy w niewolę – bo w pewnym momencie to przedmioty zaczynają nas posiadać, a nie my ich. Zaczynamy pracować więcej aby móc je utrzymać, i oddajemy coraz więcej czasu na zajmowanie się nimi.

I tu potrzebna jest równowaga. Bo nie chodzi o to aby nic nie mieć, ale aby mądrze korzystać. Warto być świadomym manipulacji, jakiej poddają nas media i nie ulegać temu. Nie musimy mieć tego co najnowsze, najlepsze, najmodniejsze. Nie musimy dopasowywać się do świata i podwyższać swojego statusu społecznego. Wystarczy że wiemy kim jesteśmy i co jest dla nas najważniejsze.

Koniec remontów

KONIEC REMONTÓW – przynajmniej na jakiś czas.
I wreszcie po dłuższej przerwie znowu mogę zaprosić na moje masaże na Saskiej Kępie.
Więc zapraszam w nową przestrzeń, w nowe miejsce i w nowe masaże.

Zmiany

Przychodzi u mnie czas aby zrobić miejsce na nowe. Generalny remont u mnie zarówno wewnątrz, jak i w mieszkaniu i ogrodzie. Czas przemian, w których pewne rzeczy trzeba puścić; niektóre same się rozpadają, inne muszą odejść chociaż byliśmy do nich przywiązani – ale to przywiązanie zatrzymywało nas przy przeszłości i nie pozwalało pójść dalej.

To czas porządków i głębszego przyjrzenia się sobie. Spotkania się z tym, czego nie rozumiem i nie do końca akceptuję. Wiele wyzwań.

Nie jest to łatwy czas; nic nie idzie po mojej myśli. Te zmiany po prostu się dzieją. Nie można ich kontrolować, ani zatrzymać. Najlepiej nauczyć się płynąć z nurtem rzeki i zaufać, że Bóg to wszystko ogarnia. Bo przecież tak jest. A skoro tak, to wszystko jest takie jakie powinno być, to tylko we mnie coś się opiera i ma swoje plany…