Własne uprawy

I zatęskniłam ostatnio za większą niezależnością od koncernów i systemów.

Tak zastanawiałam się nad naszym dostępem do zdrowej żywności i moje rozmyślania nie wypadły najlepiej. Masowa produkcja, pełna pestycydów i herbicydów. GMO w paszach, którymi karmione jest większość zwierząt  hodowlanych (krowy, świnie, drób). Jedzenie w supermarketach, które jest bez smaku i pozbawione większości składników odżywczych. Producenci nastawieni przede wszystkim na zysk, a nie na jakość.

Och, gdybym miała ziemię na której mogłabym sama uprawiać to czym będę się odżywiała…. W zgodzie z naturą, bez walki ze szkodnikami i chwastami, bez chemii, bez oprysków. Zdrowo i smacznie.

A na razie skubię wyhodowaną w mojej doniczce sałatę i bazylię. Taki mój mini ogródek na parapecie.

Wrześniowo

Ostatnio miałam bardzo dużo pracy i dziś był pierwszy dzień kiedy mogłam trochę odpocząć. Wybrałam się na spacer i poczułam jesień. Taką słoneczną, złotą, ale jednak jesień.  Bardzo odpoczęłam w tej jesieni.
Zawsze wrzesień kojarzył mi się z jakimś nowym początkiem, może dlatego że rozpoczyna się rok szkolny i czas wakacji się skończył. Dla mnie to zawsze jest moment podsumowań tego w jakim miejscu jestem  i wyznaczania nowych kierunków, które przyciągają moją uwagę…

Świeżość

Gdy mamy już poukładane nasze poglądy, wiedzę, opinie o sobie, świecie i innych ludziach, nagle przychodzi coś co je burzy. Jak huragan, czy trzęsienie ziemi rozwala stare struktury i wnosi powiew świeżości. I wtedy dopiero pojawia się miejsce na nowe. Na to czego nie znamy i nie rozumiemy. Nie jesteśmy w stanie tego kontrolować i to jest bardzo cenne.

Wtedy najlepiej nie oglądać się za siebie, za tym co stare i co już zostawiliśmy, ale spojrzeć w kierunku tego co pojawia się nowego na horyzoncie. Na nową, nieodkrytą i nieoswojoną przestrzeń, pełną wolności i życia. Bo życie lubi zmiany, a ginie tam gdzie pozostała sama rutyna i zastój.

Nie musi to być materialna strata, takiej jakiej wielu ludzi doświadczyło podczas powodzi czy innych katastrof czy wypadków. Chociaż rok temu doświadczyłam poważnej powodzi w moim mieszkaniu z ulewnej burzy i nie wiedziałam czy będę miała gdzie mieszkać i jak poradzę sobie finansowo. Dlatego rozumiem gdy ktoś w jednej chwili traci całe bezpieczeństwo materialne. Było to trudne doświadczenie, ale też nauczyło mnie mniej polegać na tym co materialne.

Ale może to również dotyczyć naszych starych struktur myślowych, naszych nawyków, wyobrażeń o świecie, o Bogu, o sobie. Taka wewnętrzna burza pomaga uwolnić się od przywiązań, przyzwyczajeń i od tego wszystkiego czym narośliśmy. I to jest dobre.

Wczoraj ktoś podarował mi taki powiew świeżości. Dziękuję.

Obfitość Natury

Jeszcze chciałam coś napisać o tej obfitości, która objawiła się w postaci wielkich krzaków, które wyrosły z każdego nasionka oraz mnóstwa małych pomidorków koktajlowych które obsypały jak korale każdy z krzaków.

Ta obfitość Natury była dla mnie najbardziej niesamowita. To jak w sprzyjających okolicznościach wszystko rosło “jak na drożdżach” i rozrzutnie dzieliło się wszystkim co miało. Wystarczyło trochę słońca, kropel deszczu i ziemi, a małe nasionko potrafiło zamienić się w ogromny krzak pomidora i obsypać nas swoimi owocami.

Poczułam, że wszechświat naprawdę nas karmi i siła życia w przyrodzie jest ogromna. Bóg, który to stworzył jest Twórcą doskonałym. Czuję zachwyt, czuję miłość gdy patrzę na Jego dzieła i te małe cuda które nas otaczają i które uważamy za coś zwykłego, normalnego, “naukowo wyjaśnionego”.  Czyż nie są one piękne? I czy może coś stworzonego przez człowieka równać się z tymi Dziełami Sztuki jakimi są góry, jeziora, gwiazdy i niezliczona ilość i różnorodność kwiatów, roślin i stworzeń morskich, powietrznych i żyjących na ziemi?

Ogródkowe wyzwania

Byłam dzisiaj w ogródku u moich rodziców, a właściwie w moim ogródku, bo dostałam go od nich abym mogła urządzać go po swojemu.

Na wiosnę postanowiłam spróbować czegoś czego jeszcze nie robiłam: Sadzenia warzyw, które nadawałyby się do jedzenia. Ogród jest prawie w centrum Warszawy więc nie nastawiałam się na duże ilości. I nie wiem czy byłyby zdrowe, ale chciałam zobaczyć czy to jest trudne wyhodować coś samemu.

Pierwszym pomysłem były pomidorki koktajlowe. Z kilkunastu nasionek posadzonych w doniczkach na parapecie wyrosło mi tyle sadzonek, że zostawiłam sobie tylko trzy, a resztę porozdawałam prawie wszystkim moim znajomym. I to była dobra decyzja, bo z małych roślinek wyrosły krzaki pomidorów, pełne kwiatów, a później małych, smacznych owoców.

I u każdego rosły trochę inaczej. U mnie zaczęły wcześnie, jak w szklarni, ponieważ stały w dużych donicach przy dużym oknie w mieszkaniu. Inni posadzili swoje maleństwa w duże donice na balkonach. Jedna z moich znajomych zaniosła swoją sadzonkę na działkę mamy. Ja też dałam moim rodzicom małe pomidorki, które włożyli do ziemi – i ich plony były najobfitsze.

W tym roku posadziłam też na trawnikowym ogródku ogórki, paprykę, cukinię i kukurydzę. Tak po 2 sztuki. I obfitość była ogromna. Szczególnie ogórków. To pewnie przez te letnie deszcze.

Niestety, obficie rozmnażały się też ślimaki (całe szczęście w skorupkach) i zjadły sadzonki papryki i jedną młodą sadzonkę cukinii. Na przyszłość muszę się nauczyć jak chronić moje uprawy.

Prostota w życiu

PROSTOTA to nie zajmowanie się niepotrzebnymi sprawami.

To oczyszczanie swojego otoczenia ze zbędnych przedmiotów, rozpraszających rzeczy. Aby zostało tylko to co dla nas naprawdę ważne i potrzebne.

Tak samo dbanie o czystość naszych myśli, niezaśmiecanie umysłu sprawami, które niczemu nie służą. Uważanie na to czemu poświęcamy nasz czas, jakie filmy oglądamy, czym karmimy naszą uwagę.

Prostota to też uwalnianie się od potrzeb, jakie wpoił w nas świat, wszystkich naszych zachcianek, którymi ulegamy pod wpływem reklam, czy też tych, które przejęliśmy od naszych przodków.

Prostota to brak porównywania z innymi i radość z tego co się ma i miejsca w którym się jest.

Prostota

Dla mnie prostota oznacza uwolnienie się od wysiłku wyrafinowania, kreowania wyobrażeń, tworzenia sztucznie rytuałów i umysłowego tłumaczenia jak to działa.

To coś co się po prostu dzieje; Coś co jest naturalne i autentyczne jak podejście dziecka. Jest to tez wolność aby być sobą, aby przyznać sobie prawo, że można czegoś nie wiedzieć, nie być doskonałym, a jednak dobrze się z tym czuć.

Prostota to również akceptacja siebie i tego co nas otacza. To zachwyt nad “zwyczajnymi” rzeczami i otwarcie się na głębię tego co “zwyczajne”.

Prostota ma dużo wspólnego z dziecięctwem, z radością dziecka, któremu niewiele trzeba do szczęścia. Proste to też spontaniczne- podążające za tym co się wydarza, bez wcześniejszych planów i martwienia sie o to co będzie później.

To tak jak w masażach, gdzie zapominasz o technice, a podążasz za tym co się pojawia. Reagujesz na impulsy z ciała i na swoją intuicję. Nie masz gotowej recepty ani scenariusza. Jest gotowość aby sprawy potoczyły się w taki sposób, w jaki chcą się przejawić. I to daje przestrzeń, wolność, otwarcie na to co nowe i nieznane.